Einai
Tadeusz Bartoś

Książki

Tłumaczenia

Artykuły

Głos biskupów nie może rządzić
Gazeta Wyborcza, 2 stycznia 2008

Bóg się w głowie nie mieści
Gazeta Wyborcza, 7 grudnia 2007

Rydzyk - najsprytniejszy polityk
Dziennik, 27 sierpnia 2007

Fałszywi obrońcy życia
Gazeta Wyborcza, 2 czerwca 2007

Nie opuszczam Kościoła
Gazeta Wyborcza, 12 maja 2007

Spis cudzołożników
Gazeta Wyborcza, 30 kwietnia 2007

Jak mnie wychowano
Wysokie Obcasy, Gazeta Wyborcza, 26 lutego 2007

Katarzyna Wiśniewska, Kościół pod ścianą
Gazeta Wyborcza, 3 lutego 2007

Kościół po przejściach - dyskusja o przyszłości Kościoła w Polsce Tadeusz Bartoś, ks. Dariusz Kowalczyk, Zbigniew Nosowski
Gazeta Wyborcza, 21 stycznia 2007 

Czy lustracja zreformuje Kościół. Zastanawiają się Tadeusz Bartoś, Grzegorz Górny, Paweł Milcarek, Piotr Semka, Tomasz Terlikowski, Tomasz Wiścicki
Europa (dodatek Dziennika), nr 146, 20 stycznia 2007, s. 5

Lustracja w Kościele Potrzeba reformy
Europa (dodatek Dziennika), nr 144, 6 stycznia 2007, s. 14

Artykuły - Rok 2006

Antychryst w naszych głowach
Gazeta Wyborcza, 25 października 2006

Islam nie szatan
Gazeta Wyborcza, 21 października 2006

Etyka lustracji
Gazeta Wyborcza, 8 lipca 2006

Spojrzenie wędrowca
Znak, kwiecień 2006

Kościół nie jest samotną wyspą
Gazeta Wyborcza, 8 kwietnia 2006

Bóg jest przyszłością. Trzy procesy. Dyskusja
Tygodnik Powszechny, 3 kwietnia 2006

Teologia to nie skała
Gazeta Wyborcza, 17 lutego 2006

Miłość według Benedykta XVI
Gazeta Wyborcza, 3 lutego 2006

Usta Kościoła, Wywiad dla Dużego Formatu
Gazeta Wyborcza, 30 stycznia 2006

O możliwości debaty teologicznej dzisiaj
Tygodnik Powszechny, 25 stycznia 2006

Artykuły - Rok 2005

Kościół świętego niepokoju
Gazeta Wyborcza, 2 pazdziernika 2005

Teologia w pułapce strachu
Gazeta Wyborcza, 2 wrzesnia 2005

Homoseksualizm w publicznej debacie
Gazeta Wyborcza, 25 czerwca 2005

Ostatni wielki romantyk
Gazeta Wyborcza, 3 kwietnia 2005

Artykuły - Rok 2004

Blask światła niewidzialnego
Gazeta Wyborcza, 24 grudnia 2004

Wolność, równość, katolicyzm
Tygodnik Powszechny, 26 września 2004

Gdy budził się nowy dzień
Gazeta Wyborcza, 10 kwietnia 2004

Rozdarte serce chrzescijanina
Tygodnik Powszechny, 15 lutego 2004

Artykuły - Rok 2003

Gdy sumienie nakazom przeczy
Gazeta Wyborcza 14 listopada 2003

Gdy sumienie nie słucha głosu. Polemika ks. Witczyka
Gazeta Wyborcza 12 grudnia 2003

O sumieniu czlowieka wolnego. Odpowiedz na polemikę ks. Witczyka
Gazeta Wyborcza 20 grudnia 2003

Przedziwny świat Tomasza z Akwinu
Gazeta Wyborcza 4 stycznia 2003

Rekolekcje o prawdzie i wierze

O duchowości dominikańskiej


Rozważania biblijne

Maj 2006

14 maja 2006

J 15, 11-18
Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

Trwać w Bogu. Cóż to oznacza? Każdy człowiek religijny chciałby wiedzieć. Mógłby wtedy spokojnie o sobie powiedzieć: trwam, jestem wierzący, religijny, pobożny. I w pewnym sensie byłby problem z głowy. Gdybyśmy wiedzieli dokładnie co to znaczy trwać w Bogu.

Tymczasem nie jest to takie jasne. Jezus nie mówi dosłownie, ale tradycyjnie ucieka się do przypowieści. Takie porównania, metafory, nie dają nam jednoznacznych odpowiedzi. Raczej budzą nas do myślenia, aniżeli są jego kresem.

Jaki więc sens nadać słowom przypowieści Jezusa o winnicy i trwających w niej latoroślach? W dużej mierze od naszego nastawienia zależy, co odnajdziemy w metaforze winnicy. Bowiem znajdujemy zawsze to, czego szukamy. Odbieramy to, ku czemu skłania nas nasza wrażliwość.

Być może najczęściej wobec przypowieści Jezusa nastawieni jesteśmy na ich sens anagogiczny (jak mówiono w średniowieczu), tj. na sens moralny. Czytamy Ewangelię pytając co czynić, co zrobić, co zmienić.

Wtedy odpowiedź wydaje się być prosta, trwać w Bogu jak latorośl w krzewie winnym znaczy: ZACHOWYWAĆ PRZYKAZANIA. I to zapewne jest prawda. Lecz nie cała prawda.

Są bowiem jeszcze inne ważne znaczenia słów Jezusa, nie tylko moralno-etyczne. Religijna nauka Jezusa nie jest kodeksem etycznych zachowań. Dąży ku czemuś więcej, ku spotkaniu z Bogiem. Ma więc sens stricte religijny. I choć nie sposób wyobrazić sobie religii bez etyki, to jednak sama etyka nie jest religią. Dowodem są przykłady ludzi, którzy żyją moralnie bez religii. Nauka Jezusa jest czymś więcej, aniżeli tylko wskazaniem etycznym.

Przykazania to najczęściej zakazy, albo nakazy. Czcij ojca, nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż itd. One nie potrafią wypełnić życia człowieka. Życie jest bowiem czymś więcej, niż tylko przykazania. Można być uschniętą latoroślą zachowującą szczegółowo wszystkie wskazania. Uschniętą, bo pozbawioną miłości. Może być tak, iż zachowujemy wszystkie nakazy nie z miłości, ale przeciwnie: z niechęci do siebie, do innych, jakby karząc siebie samego za to kim się jest, karząc innych, za to kim są, stawianymi wysoko moralnymi żądaniami. Bez miłości i miłosierdzia prawo i przykazania mogą raczej zabijać, miast dawać życie.

Trwać w Bogu jest więc czymś daleko więcej, niż tylko być moralnym. Czym jednak jest? Oto jest pytanie! Słowa przypowieści niewiele nam mówią w tej kwestii. Opisane są metaforycznie skutki trwania i nie trwania, ale nie wiemy czym jest trwanie w Bogu, skoro nie jest ono jedynie zachowaniem prawa. Wiemy więc tylko tyle, że nie trwając w Bogu jesteśmy jak uschłe gałęzie, a gdy trwamy, przynosimy owoc.

Możemy snuć domysły w kwestii znaczenia tych słów.

Może trzeba by tak powiedzieć: Bóg skryty pozostaje i trwa w każdym człowieku. Trwać w Bogu oznaczałoby więc wejść na drogą odkrywania Go w sobie. Tak by skrytość Boga odsłaniała się niczym promień słońca przebijający gęste chmury ludzkiej egzystencji.

Poznajemy, że ktoś idzie tą drogą po owocach jakie wydaje. Tego naucza Jezus. Tajemnica bliskości człowieka z Bogiem ujawnia się w życiu. W szczególnym kontekście pisze o tym św. Jan Ewangelista w Pierwszym liście (3, 6-8):

"Każdy, kto trwa w Bogu, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał. Dzieci, nie dajcie się zwodzić nikomu; kto postępuje sprawiedliwie, jest sprawiedliwy, tak jak On jest sprawiedliwy. Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku".

Ujawnia się w tych słowach swego rodzaju uniwersalizm religijny Jana Ewangelisty, który wyraźnie mówi, iż przystęp do Boga ma każdy, kto jest sprawiedliwy. I odwrotnie: nikt niesprawiedliwy Boga nie zna. Niezależnie, moglibyśmy powiedzieć, od oficjalnej przynależności religijnej, niezależnie od własnego pochodzenia, osobistej biografii, która jednych czyni katolikami, innych ateistami, jeszcze innych żydami, protestantami, hinduistami, buddystami, animistami itd.

Niezależnie od religijnej historii własnego życia, kto postępuje sprawiedliwie trwa w Bogu. Ujawnia się tu ów przekraczający wszelkie granice narodów, państw, historii, zamysł Jezusa.

A jeśli porównuje się On do winnicy, to po to, by pokazać, że ludzka sprawiedliwość, kiedy staje się widzialna, przypomina o Bogu. Prawość serca każdego człowieka, wola czynienia dobra ujawnia boski pierwiastek.

Do tej prawości i dobroci bezpośredni dostęp ma każdy człowiek na ziemi. Duch bowiem tchnie kędy chce. Troska o sprawiedliwość w słowie i czynie sprawić może także w naszym życiu, że - choć w sposób ukryty - trwać będziemy w Bogu, jak gałązka w winnym krzewie.

14 maja 2006

J 15, 11-18
Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

Trwać w Bogu. Cóż to oznacza? Każdy człowiek religijny chciałby wiedzieć. Mógłby wtedy spokojnie o sobie powiedzieć: trwam, jestem wierzący, religijny, pobożny. I w pewnym sensie byłby problem z głowy. Gdybyśmy wiedzieli dokładnie co to znaczy trwać w Bogu.

Tymczasem nie jest to takie jasne. Jezus nie mówi dosłownie, ale tradycyjnie ucieka się do przypowieści. Takie porównania, metafory, nie dają nam jednoznacznych odpowiedzi. Raczej budzą nas do myślenia, aniżeli są jego kresem.

Jaki więc sens nadać słowom przypowieści Jezusa o winnicy i trwających w niej latoroślach? W dużej mierze od naszego nastawienia zależy, co odnajdziemy w metaforze winnicy. Bowiem znajdujemy zawsze to, czego szukamy. Odbieramy to, ku czemu skłania nas nasza wrażliwość.

Być może najczęściej wobec przypowieści Jezusa nastawieni jesteśmy na ich sens anagogiczny (jak mówiono w średniowieczu), tj. na sens moralny. Czytamy Ewangelię pytając co czynić, co zrobić, co zmienić.

Wtedy odpowiedź wydaje się być prosta, trwać w Bogu jak latorośl w krzewie winnym znaczy: ZACHOWYWAĆ PRZYKAZANIA. I to zapewne jest prawda. Lecz nie cała prawda.

Są bowiem jeszcze inne ważne znaczenia słów Jezusa, nie tylko moralno-etyczne. Religijna nauka Jezusa nie jest kodeksem etycznych zachowań. Dąży ku czemuś więcej, ku spotkaniu z Bogiem. Ma więc sens stricte religijny. I choć nie sposób wyobrazić sobie religii bez etyki, to jednak sama etyka nie jest religią. Dowodem są przykłady ludzi, którzy żyją moralnie bez religii. Nauka Jezusa jest czymś więcej, aniżeli tylko wskazaniem etycznym.

Przykazania to najczęściej zakazy, albo nakazy. Czcij ojca, nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż itd. One nie potrafią wypełnić życia człowieka. Życie jest bowiem czymś więcej, niż tylko przykazania. Można być uschniętą latoroślą zachowującą szczegółowo wszystkie wskazania. Uschniętą, bo pozbawioną miłości. Może być tak, iż zachowujemy wszystkie nakazy nie z miłości, ale przeciwnie: z niechęci do siebie, do innych, jakby karząc siebie samego za to kim się jest, karząc innych, za to kim są, stawianymi wysoko moralnymi żądaniami. Bez miłości i miłosierdzia prawo i przykazania mogą raczej zabijać, miast dawać życie.

Trwać w Bogu jest więc czymś daleko więcej, niż tylko być moralnym. Czym jednak jest? Oto jest pytanie! Słowa przypowieści niewiele nam mówią w tej kwestii. Opisane są metaforycznie skutki trwania i nie trwania, ale nie wiemy czym jest trwanie w Bogu, skoro nie jest ono jedynie zachowaniem prawa. Wiemy więc tylko tyle, że nie trwając w Bogu jesteśmy jak uschłe gałęzie, a gdy trwamy, przynosimy owoc.

Możemy snuć domysły w kwestii znaczenia tych słów.

Może trzeba by tak powiedzieć: Bóg skryty pozostaje i trwa w każdym człowieku. Trwać w Bogu oznaczałoby więc wejść na drogą odkrywania Go w sobie. Tak by skrytość Boga odsłaniała się niczym promień słońca przebijający gęste chmury ludzkiej egzystencji.

Poznajemy, że ktoś idzie tą drogą po owocach jakie wydaje. Tego naucza Jezus. Tajemnica bliskości człowieka z Bogiem ujawnia się w życiu. W szczególnym kontekście pisze o tym św. Jan Ewangelista w Pierwszym liście (3, 6-8):

"Każdy, kto trwa w Bogu, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał. Dzieci, nie dajcie się zwodzić nikomu; kto postępuje sprawiedliwie, jest sprawiedliwy, tak jak On jest sprawiedliwy. Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku".

Ujawnia się w tych słowach swego rodzaju uniwersalizm religijny Jana Ewangelisty, który wyraźnie mówi, iż przystęp do Boga ma każdy, kto jest sprawiedliwy. I odwrotnie: nikt niesprawiedliwy Boga nie zna. Niezależnie, moglibyśmy powiedzieć, od oficjalnej przynależności religijnej, niezależnie od własnego pochodzenia, osobistej biografii, która jednych czyni katolikami, innych ateistami, jeszcze innych żydami, protestantami, hinduistami, buddystami, animistami itd.

Niezależnie od religijnej historii własnego życia, kto postępuje sprawiedliwie trwa w Bogu. Ujawnia się tu ów przekraczający wszelkie granice narodów, państw, historii, zamysł Jezusa.

A jeśli porównuje się On do winnicy, to po to, by pokazać, że ludzka sprawiedliwość, kiedy staje się widzialna, przypomina o Bogu. Prawość serca każdego człowieka, wola czynienia dobra ujawnia boski pierwiastek.

Do tej prawości i dobroci bezpośredni dostęp ma każdy człowiek na ziemi. Duch bowiem tchnie kędy chce. Troska o sprawiedliwość w słowie i czynie sprawić może także w naszym życiu, że - choć w sposób ukryty - trwać będziemy w Bogu, jak gałązka w winnym krzewie.

7 maja 2006

J 10, 11-18
Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. 12Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; 13[najemnik ucieka] dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. 14Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, 15podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. 16Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. 17Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. 18Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca.

Wysłuchane przed chwilą słowa z dziesiątego rozdziału Ewangelii Jana to jedno z wielkich przemówień Jezusa. Jest ono swego rodzaju teologiczną refleksją z perspektywy czasu nad znaczeniem tego, co się wcześniej: nad sensem misji Jezusa. Refleksja ta spisywana była przez Jana Ewangelistę i jego uczniów prawdopodobnie 60-70 lat po tym, jak Jezus nauczał publicznie na ziemi palestyńskiej. Te wielkie mowy Jezusa z Ewangelii Jana nie są więc jakimś dosłownym zapisem Jego słów, ale ? zgodnie z ówczesnym stylem pisarskim ? zawierają ślady refleksji nad historią Jezusa dokonywaną przez kilka pokoleń Jego uczniów.

Tak zarysowany kontekst historyczny jest ważny, by lepiej zrozumieć znaczenie słów. Jan Ewangelista, kiedy pisał swoją Ewangelię, był już w podeszłym wieku. Po latach chciał ująć i zrozumieć to, co dokonało się w jego młodości, kiedy wędrował z Jezusem po Galilei, Samarii i Judei. By wyrazić prawdę o Nim, Jego stosunkach z ludźmi i z Bogiem Jan używa metafor, porównań. Pamiętamy znaną metaforę Słowa - Logosu z pierwszego rozdziału. Jezus zostaje tam nazwany Słowem, które było u Boga na początku.

Tutaj, w dziesiątym rozdziale użyta zostaje metafora pasterza. Kontekst, w którym my dziś żyjemy, nie ułatwia nam zrozumienia znaczenia tego porównania. Natomiast dla ludów pasterskich, a to istotna część historii Izraela, życie pasterzy to rzecz powszednia. Zwykła codzienność. Z tej najzwyklejszej codzienności Jan Ewangelista wyjmuje porównanie i używa go, by przybliżyć słuchaczom stosunek Jezusa do ludzi, więzi z nimi.

uczniów. W pierwszym rzędzie są to uczniowie, których Jezus spotykał osobiście. Następnie możemy to porównanie przenosić analogicznie do kolejnych pokoleń chrześcijan.

Co więc mówi nam o relacjach międzyludzkich metafora pasterza? Najpierw pamiętać musimy, że jest to metafora, a nie rzeczywistość. Nie jesteśmy owcami, nie wszystkie elementy relacji pasterz ? owce można tu brać pod uwagę. Owca to nie człowiek, i nawet wielka miłość i troska pasterza o swoje owce nie jest relacją osobową. Inaczej jest pomiędzy Bogiem i człowiekiem, pomiędzy Jezusem i Jego uczniami.

Jednak pomimo tych niepodobieństw, metafora pasterza ukazuje wiele ludzkiej prawdy. To jest prawda o Jezusie i jest to zarazem prawda o relacji Boga do człowieka.

Bóg troszczy się o człowieka. Stąd słowa: "Ja jestem dobrym pasterzem". Jednak w słowach tego porównania odnajdujemy coś więcej. Bóg, którego Jezus jest obrazem, nie ucieka, kiedy pojawia się zagrożenie. Nie opuszcza ludzi, kiedy sam staje wobec niebezpieczeństwa, ryzyka śmierci. Raczej straci życie, bo chce być z ludźmi. Nie chce nas opuszczać w chwili, gdy źle się dzieje.

Od nikogo nie chce uciekać, nikogo nie chce porzucić. On z nami JEST zawsze.

Porzucenie człowieka, jego izolacja, płynące z tego poczucie niezrozumienia wśród najbliższych, wykluczenia (potępienia), to najbardziej bolesne ludzkie doświadczenia: Nikt mnie nie rozumie, moje słowa nie znajdują u nikogo posłuchu, wszyscy mnie opuścili - to dramatyczny głos rozpaczy. W takim egzystencjalnym kontekście pełniej brzmią słowa Jezusa mówiącego, iż nigdy nie opuści człowieka.

Bóg jest tym, który JEST, który przychodzi. Nie tym, który odchodzi. Porzucenie, opuszczenie to doświadczenia stojące dokładnie w opozycji do doświadczenia Boga. On, ciągle nowy, nawiedza człowieka. Jest obietnicą, przynosi nadzieję.

Staje przed nami obraz Jezusa, dobrego pasterza, który odsłania teraz prawdę o Bogu, jako Tym, który przyjmuje wszystko, co przynoszą Mu ludzie.

A przynieśli zarówno dobro i miłość, jak i zło, nienawiść, obmowę, oskarżenia i śmierć. On przyjmuje wszystko. Wszystkie ludzkie dary.

Dla wszystkich jest bratem. Nie odsuwa twarzy, nie ucieka przed pocałunkiem Judasza. Jednak nie odsuwa także stóp kiedy Maria, siostra Marty wylała na nie drogocenny olejek, umywając Mu nogi i własnymi włosami je wycierając.

Możemy powiedzieć, że Jezus doświadczył tego, co ludzkie w całej pełni. A ludzie to skrajności, najpiękniejsza miłość i najpodlejsza nienawiść.

Jezus jest opowieścią o Bogu. W Jego historii odsłania się przed nami obraz Boga, który nie odrzuca żadnego człowieka. Kimkolwiek by nie był, cokolwiek by nie robił, Bóg stoi przy człowieku, daje mu życie, wolność, błogosławi. Choćby Mu przyszło zapłacić za to upodleniem, wyśmianiem i okrutną śmiercią.

Czy można pomyśleć większego obrońcę ludzkiej wolności?

Tomasz z Akwinu napisał kiedyś, że Bóg jest ?maxime liberalis? ? jest najbardziej wolny. Wszystko, co robi w sposób niewyobrażalny dla nas jest bezinteresowne. Dlatego gotów jest bez wahania zapłacić za ludzką wolność stosowną cenę.

Wszystko ma swoją cenę. Może więc na koniec warto zapytać siebie samych: czy jesteśmy gotowi zapłacić słuszną cenę za własną wolność?

Czy jak niewolnicy uciekniemy, skryjemy się, gdy przyjdzie czas próby?

Wolność pozwala człowiekowi nie uciekać. Być przy bliźnim także wtedy, gdy źle dzieje. Budzić w drugim człowieku nadzieję przez wierną obecność. I w ten sposób być poniekąd znakiem bliskości Dobrego Pasterza, który zawsze JEST przy swoich owcach.



Marzec 2006  •  Luty 2006  •  Styczeń 2006  •  Grudzień 2005  •  etc.
[ Top ]
© 2007 Tadeusz Bartoś. Design by Andreas Viklund.