Prorok nad Wisłą – George Friedman, analityk czy agent wpływu?

/, mądrość, polityka, Moim zdaniem/Prorok nad Wisłą – George Friedman, analityk czy agent wpływu?

Prorok nad Wisłą – George Friedman, analityk czy agent wpływu?

Argumenty na dowolne tezy można dobierać dowolnie przy takim poziomie ogólności rozważań jakie prezentuje George Friedman w tekście dla Rzeczpospolitej:  Friedman – prorok Wielkiej Polski.

Spójrzmy możliwie prosto na analizy p. Friedmana. Niech przyświeca nam stara dobra idea analityczna: komu i czemu to służy.

Zacznijmy jednak od ustalenia faktów. Otóż dobrzy chłopcy w bajce (bańce) Friedmana to najpierw Polska, później oczywiście  Ameryka. I generalnie Europa środkowa jest OK. Dobra jest także Korea Pd, Izrael – bo zechciały za pieniądze USA zostać bogaczami.

Jak Ameryka coś postanowi to to robi – ten artykuł wiary Friedmana jest pierwszy i niepodważalny. Gdyby go podważyć, cała kostrukcja rozpadłaby się jak domek z kart. To nadzieja, skała, opoka, bez tej wiary i miłości zarazem cała misterna geopolityczna konstrukcja ginie.

Źli chłopcy to najpierw – Niemcy, ogólnie cała UE, biurokraci brukselscy itp. Dlaczego źli – tutaj padają analizy dysfunkcjonalności, błędów popełnionych, przyszłych zagrożeń. Popełnione błędy i przyszłe zagrożenia można potraktować jako etapy pozytywnego rozwoju, to przecież naprawa błędów, adekwatna reakcja na wyzwania przyszłości. Nie tak jednak Friedman myśli o UE. Ona jest zła. W artykule Friedman daje przykład firm technologicznych z USA. UE jest zła, a nie wykorzystywanie pozycji monopolitstycznej firm amerykańskich. Mamy totalny monopol wielkich firm technologicznych z USA, nie płacenie podatków, itp. – kiedy UE jako jedyna siła na świecie jest w stanie to ograniczać, dla Friedmana to są niesprawiedliwe sankcje. Nierzetelność analiz, ich stronniczość – to jest sygnał alarmowy, skoro pytamy od początku komu i czemu to służy.

Wg. Friedmana Niemcy właściwie są bankrutem, choć bankructwo może się trochę odsunąć  w czasie. Polska jest potęgą – choć to też nie od razu. Nie można bardziej precyzyjnie zdefiniować myślenia życzeniowego. Faktem jest nie to co jest faktem, ale to co chcemy, żeby było faktem. Friedman nie rozważa tego, co zwyczajne w polityce – że Niemcy zapobiegną i rozwiążą przyszłe zagrożenia, że wiedzą o nich i umieją nimi zarządzać, że świat bez zagrożeń nie istnieje. A z kolei Polska, która ma czekać na zbawcę z USA, kóry przyjedzie na koniu białym i da nam dobrobyt w zamian za wypięcie się na UE – że ten zbawca może nigdy tutaj nie zdążyć przyjechać, że pan Friedman nie ma aż takich chodów w administracji rządowej USA, żeby nam to załatwić teraz i zapewnić na najbliższe sto lat. Nie mówiąc już o tym, że struktury długiego trwania polskiej mentalności, które Friedman zna, mają w sobie wątek oczekiwania na mesjasza, który da nam prawdziwą wolność. I że zwyczajnie Friedman mówi Polakom to, co oni chcą słuchać. Czyli ich podpuszcza.

Badamy treść działań przyglądając się ich faktycznym celom. Cel piśmiennictwa Friedmana – Polska nie powinna ufać UE, powinna trzymać się daleko do Niemiec, bo to prawie bankrut. Musi budować własną niezależną potęgą, a dobry wujek z Ameryki pomoże.

Historia Europy Środkowej to historia kompleksów bycia niedoszłym mocarstwem. Cierpią na tą chorobę Węgrzy (ojczyzna Friedmana), wraca ona regularnie u Polaków. Są więc dudy, w które można dąć. I Friedman dmie jak najęty.

Dlaczego takie rzeczy Friedman pisze? Celem tego piśmiennictwa jest subtelne, inteligentne, pełne błyskotliwych argumentów, wpływanie na dezintegrację i rozpad UE. Jego wpływ zaadresowany jest najpierw do elit politycznych. Dziś największy posłuch znajduje w Polsce. Tutaj geopolityka a la Friedman właściwie staje się planem rządowym.

Friedman nie wysila swego umysłu nad tym, co zrobić, by UE się zreformowała, on pochyla się z troską nad Polską jako mocarstwem Europy Środkowej. Nie analizuje strategii: USA traci pozycję supermocarstwa, jej miejsce zajmuje UE – on nie analizuje żadnych wariantów alternatywnych. Bo nie jest analitykiem, ale prorokiem. To znaczy, zatrudnionym na stanowisku proroka w trybie samozatrudnienia. Prorok to ten, który zapowiada przyszłość, ale zapowiadając ją chce na nią wpływać. Żywotnym interesem proroka jest, by spełniły się jego proroctwa, w przeciwnym bowiem razie okazuje się fałszywym prorokiem. Prorok więc aktywnie uczestniczy, wpływa na wydarzenia majace nadejść, chce mieć na nie wpływ, być czynnikiem aktywnym, agensem. Agens – znaczy działający.

Ogólna życiowa nauka płynie z tego taka: subtelne i inteligentne manipulacje informacjami, zwodzenie, zniekształacanie, przesuwanie akcentów, nawet jeśli nie rażą jakimś prostactwem, przeciwnie pociągają umysły zdolne do wiekszej złożoności myślenia – nie przestają być manipulacjami. Kulturalny starszy pan, miły, towarzyski. Takich proroków nam trzeba.

Na zakończenie dobra nowina. Ten, który posłał proroka Friedmana do kraju nad Wisłą boi się , że UE, jeśliby projekt ten się powiódł, w ciągu kilkudziesięciu lat – jak przystało na geopolityczną perspektywę – może zagrozić dominacji USA. Dlatego już teraz trzeba temu zapobiegać.

Przed czym drży? Potencjał kulturowy, możliwe synergie? Promieniowanie Europy, już nie tylko na USA, ale na AZJĘ – niech i ja wejdę w rolę proroka skoro tak niewiele to kosztuje – jego nowa piękniejsza faza, niedługo zacznie dawać znać o sobie. Wtedy okaże się wtórność, plastikowość, amerykańskiego projektu cywilizacyjnego.  A za tym pójdą realne straty finansowe. Okaże się, że kiedy Chiny się obudzą, potęga militarna USA stanie się pasywna, bo już nic siłą nie da się ugrać, pat militarny będzie jeszcze większy. Dwa kolosy stojące naprzeciwko, blokujące każdą możliwość oddziaływania wojskowego. Pozostanie siła oddziaływania kulturowego. A Europa pozostaje żywym i póki co niewyczerpanym źródłem tego, co w ludzkiej cywilizacji najciekawsze, najatrakcyjniejsze.

To budzi panikę wytrawnych geopolitycznych mędrców z USA. Kluczowa jest więc gra  na rozbicie projektu UE w jej fazie wykluwania się. Skłócona Europa to prosty do zarządzania projekt. Europa zjednoczona, nie podporządkowana kapitałowi amerykańskiemu, dyktująca warunki największym amerykańskim koncernom – oto koszmar amerykańskich geoglobalistów.

Już dziś spazmatyczne proroctwa Friedmana są zapowiedzią nie tego, co zapowiadają, ale tego, co go do tych proroctw popycha. Nieświadmego strachu przed nieuniknionym.

Jak widać, nic prostszego jak mówienie o przyszłości. Nie trzeba się trzymać faktów, bo ich jeszcze nie ma. Wystarczy brzmieć wiarygodnie i zachowywać spójność wywodu.

Comments